Poczet dzielnych ludzi

Jedni pochodzili z rodzin o patriotyczno-chrześcijańskich tradycjach. Ale na przykład plastyk Joachim Ogiewa pił z milicjantami wódkę. Dopiero wprowadzenie stanu wojennego sprawiło, że zaczął pomagać opozycji.

  • Data:
  • Autor: Marcin Hałaś
  • Artykuł był oglądany 305 razy

13 grudnia 1981 roku wprowadzono w naszym kraju stan wojenny. Wielu Polaków sprzeciwiało się wówczas komunistycznym władzom. W styczniu, lutym i marcu 1982 roku aresztowanych zostało kilkunastu mieszkańców naszego miasta, wydających i kolportujących nielegalną "bibułę" podziemnej Solidarności. Służba Bezpieczeństwa rozpracowywała ich w sprawie, której nadała kryptonim "Desantowcy". Dwóch z nich skazano na 5 lat więzienia, inni otrzymali wyroki od 1 do 3,5 roku pozbawienia wolności. Mimo to w Bytomiu spora grupa mieszkańców nadal zaangażowana była w wydawanie i kolportaż nielegalnych wydawnictw.

Bibuła w dziecięcym wózku

Jednym ze szczęściarzy, któremu - mimo że działał długo i aktywnie - udało uniknąć się wpadki był Witold Zajączkowski, nauczyciel w Szkole Podstawowej nr 44 w Szombierkach. "W działalności konspiracyjnej pan Witold Zajączkowski posługiwał się pseudonimem Olek. Osobiście kolportował prasę podziemną na terenie Bytomia, Radzionkowa, Mysłowic, Gliwic, a także Gryfowa Śląskiego, Jeleniej Góry i Szklarskiej Poręby" - czytamy na stronie Instytutu Pamięci Narodowej.

W barwny sposób wspominał go Zenon Pigoń w swojej książce "To był głos": "Witek Zajączkowski raz z żoną Bożeną i dwoma córkami w wielu niemowlęcym mieszkał w centrum Bytomia, toteż jego mieszkanie przy przystanku autobusowym na ulicy Strzelców Bytomskich, stanowiło ważny punkt kolportażowy prasy podziemnej. Podczas kolportażu często ukrywał bibułę w wózku dziecięcym, którym woził swoje pociechy na spacer."

Siedzieli w więzieniu

Inni mieli mniej szczęścia i znaleźli się w więzieniach lub obozach internowanych. Pigoń tak opisywał spotkanie z innymi bytomianami w Areszcie Śledczym: "Gdy zamknęły się za mną drzwi celi, wpadłem wprost w ramiona Waldka Żurawickiego, jednego z organizatorów strajku w kopalni Rozbark. Był tu także Jurek Kasperek, kierujący strajkiem w Bytomskich Zakładach Naprawczych Przemysłu Węglowego. Cela była ciasna, bez łóżek, bez wody i kanalizacji. W rogu stał żelazny kubeł (kibel), z którego wydobywał się fetor zmieszany z zapachem chloru. Słaba żarówka, okratowana siatką we wnęce, dawała słabe światło. Okratowane okna, od wewnątrz zabezpieczone siatką, nie otwierały się w ogóle. Waldek i Jurek byli zarośnięci i brudni. Przebywali tam od 14 grudnia, tj. 9 dni. bladość i zaostrzone rysy twarzy w słabym świetle żarówki nadawały im wygląd upiorny."

Do więzień trafiło wielu także innych bytomskich działaczy Solidarności. Niektórzy Niektórzy otrzymali wysokie wyroki.

Wydawcy podziemnej prasy Andrzej Bachorz i współpracujący z nim Edward Rewiński dostali po 5 lat, Jan Rumpf organizujący strajk w kopalni Rozbark 5 lat, a drukarz Maciej Jasiński – 3,5 roku. 

Kolega milicjantów

Jedni angażowali się w działalność podziemną z przekonania, inni jakby z przypadku, chcąc po prostu zachować się przyzwoicie. Zenon Pigoń opisuje historię bytomskiego plastyka Joachima Ogiewy, w którego mieszkaniu ukrywał się w pierwszym miesiącu stanu wojennego. Przywołajmy tę historię:

"U plastyka Joachima Ogiewy spędzałem większość czasu w ostatnich 3 dniach. Nocować u niego było niebezpiecznie. Zachodzili bowiem do niego z nocnych patroli znajomi milicjanci, z którymi utrzymywał stosunki towarzyskie, a właściwie zdrowo popijał. Podobno - jak twierdził - wiedzieli, że ktoś poszukiwany bywa u niego, ale bali się spotkać tę osobę bezpośrednio, aby nie stanąć przed koniecznością jej zatrzymania. Joachim Ogiewa był przykładem Polaka, którego dopiero stan wojenny zrobił sympatykiem Solidarności. Poprzednio miał do związku stosunek ambiwalentny, utracił bowiem dużo zleceń na wykonywanie propagandowych plansz, transparentów, wydawnictw, które zamawiały u niego zakłady pracy lub też komórki organizacyjne PZPR. Kiedy zaczęła się działalność Solidarności, zakłady pracy przestały zlecać plastykom tego rodzaju zamówienia."

Odważna dyrektorka

Czasami nie trzeba było bezpośredniej działalności w opozycji, żeby wykazać się odwagą. Zenon Pigoń tak wspomniał sytuację w ówczesnej Szkole Podstawowej nr 18: "Na uwagę zasługuje postawa dyrektorki szkoły Stanisławy Dobrowolskiej, która po 13 grudnia 1981 roku włączyła się do akcji charytatywnej, polegającej na zbiórce pieniędzy dla rodzin represjonowanych oraz pomagała dzielić dary ze szczególnym uwzględnieniem dzieci internowanych rodziców. Jak wspomina jedna z nauczycielek, Halina Pasierbska, pozytywną postawę dyrektorki S. Dobrowolskiej można było w pełni docenić w zestawieniu z działaniami nowej dyrektorki, która w 1984 roku objęła kierownictwo szkoły i od razu wsławiła się akcją czyszczenia placówki z działaczy Solidarności. Działania te miały charakter nieustannych szykan, ciągłego nękania nauczycieli sympatyzujących z Solidarnością."

Pisząc tekst korzystałem z książki Zenona Pigonia „To był Głos… Wspomnienia” (Bytom 2014).

Ocena: 5,00
Liczba ocen: 3
Oceń ten wpis

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu, dodaj pierwszy komentarz.

Partnerzy