Na tropie wojennych tajemnic

​Pasje i książki Macieja Bartkowa. Mroczne śląskie tajemnice z czasów ostatniej wojny i lat tuż powojennych – to pasje Macieja Bartkowa. Wkrótce ukaże się jego kolejna książka, tym razem poświęcona Werwolfowi na Górnym Śląsku.

  • Wydanie: ZB_14_01
  • Data:
  • Autor: Marcin Hałaś
  • Artykuł był oglądany 4609 razy

Maciej Bartków znany jest w Bytomiu z działalności politycznej – przewodniczy miejskim strukturom Prawa i Sprawiedliwości. Ma też inne oblicze – pasjonata historii II wojny światowej, a w ostatnich latach również autora książek na ten temat (posiada zresztą wykształcenie dziennikarskie). Wszystko zaczęło się jeszcze w latach 80-tych, kiedy Bartków jako kilkunastoletni chłopiec przeczytał w „Trybunie Robotniczej” artykuł o tajemnicach Riese, czyli podziemnego miasta budowanego przez Niemców w czasie wojny w Górach Sowich. Zainteresował go wówczas ten temat. – Tak się złożyło, że w tej samej gazecie po kilku dniach zamieszczono artykuł o tajemnicy Szybu Południowego kopalni „Miechowice” – wspomina Bartków. – Wtedy uświadomiłem sobie, że także w naszym mieście można natknąć się na wojenne zagadki. Od tamtej pory poszukiwał publikacji na temat wojennych zagadek, wycinał je z gazet i gromadził w tematycznych teczkach. – Teraz przyszedł czas, żeby to wszystko uporządkować i wzbogacić samodzielnie zdobytą wiedzą – mówi Bartków. W ten sposób powstała książka zatytułowana „Tajemnica Szybu Południowego”, która ukazała się w ubiegłym roku. Do tej pory sprzedano już ponad 1000 egzemplarzy, co na tego typu publikacje jest dobrym wynikiem. Bartków zebrał wiedzę o tajemniczym ładunku ukrytym pod ziemią w szybie kopalni „Miechowice”. Wcześniej wiele godzin poświęcił na badanie dokumentów związanych z tą sprawą, jakie znajdują się w Archiwum Państwowym w Katowicach oraz aktach Instytutu Pamięci Narodowej.

W lutym ukaże się kolejna książka Macieja Bartkowa zatytułowana „Werwolf na Górnym Śląsku”. Werwolf była to podziemna dywersyjna organizacja założona przez hitlerowców, która miała działać na terenach zajętych przez wojska sowieckie i aliantów. Oddziały Werwolfu operowały jeszcze po zakończeniu II wojny światowej. – W archiwach znalazłem sporo nieopublikowanych dotąd materiałów dotyczących Werwolfu w naszym regionie – mówi bytomianin. Jego książka ukaże się w nowej serii „Nieznana Historia” krakowskiego wydawnictwa Technol.

Bartków dla Biura Promocji Bytomia przygotował również opracowanie na temat tajemnic Bytomia. Mało kto wie, że na przykład w 1946 roku w Bytomiu odnaleziono skarb ukryty przez SS-manów. W piwnicach istniejącej do dziś wilii przy ul. Drzymały 6 odkryto  „złoto SS’. W piwnicy należącej do żony SS-mana Olgi Pietrzyckiej milicja znalazła wówczas sześć sztab czystego złota, cechowanych godłem Państwa Polskiego w wadze 6 kg 574 g. Było to złoto zrabowane ze skarbca któregoś z polskich banków. W tej samej piwnicy w drugiej skrytce znaleziono także 250 sztuk złotych monet.

Maciej Bartków był także koordynatorem projektu „Podziemny Bytom – miasto pełne tajemnic”. W ramach tego przedsięwzięcia, zainicjowanego przez Krzysztofa Turzańskiego, naczelnika Wydziału Promocji i Współpracy z Mediami,  spenetrowano i opisano należące do gminy Bytom schrony zbudowane jeszcze przez Niemców. Wymiernym owocem tego projektu jest przekazanie schronu znajdującego się pod placem Akademicki stowarzyszeniu Pro Fortalicium. Ta społeczna organizacja planuje schron odrestaurować i udostępnić do zwiedzania, tworząc tam również historyczną ekspozycję. – Niestety, nie udało się przekazać schronu istniejącego w Bobrku harcerzom, ten obiekt został przez gminę sprzedany – ubolewa Bartków. W ramach projektu „Podziemny Bytom” opisano także podziemia miejskiej pływalni oraz bytomskie kanały.

Maciej Bartków planuje pracę nad innymi przedsięwzięciami. Chce na przykład opisać historię bytomskiej antykomunistycznej konspiracji działającej po roku 1945. – Z tego, co się zorientowałem, w archiwach jest trochę nieznanych szerzej materiałów na ten temat – mówi Bartków. Podkreśla, że czas na taką pracę jest dobry – udostępniono wiele archiwalnych dokumentów. Bartków spędził już w śląskich archiwach setki godzin. Obecnie w archiwach można korzystać ze środków technicznych i fotografować dokumenty. – Kiedyś historycy musieli interesujące ich fragmenty przepisywać ręcznie – mówi Bartków. – To była naprawdę mrówcza praca.

MARCIN HAŁAŚ

 

Ocena: 5,00
Liczba ocen: 0
Oceń ten wpis

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu, dodaj pierwszy komentarz.

Partnerzy