Koniec Bezpiecznego Miasta
Likwidacja stowarzyszenia. Po 10 latach przestało istnieć stowarzyszenie "Bezpieczne Miasto Bytom". Procedury likwidacyjnej dopełniło kilku członków zarządu, choć przy tworzeniu organizacji obecnych było kilkudziesięciu miejskich oficjeli.
Stowarzyszenie "Bezpieczne Miasto Bytom" powstało na początku 2000 roku z inicjatywy ówczesnego komendanta miejskiego policji Janusza Bieńkowskiego oraz prezydenta Bytomia Krzysztofa Wójcika. Nic dziwnego, że na założycielskim spotkaniu, które zorganizowano w sali sesyjnej Urzędu Miejskiego, przybyły tłumy ważnych w mieście osób. Byli radni, oficerowie policji, naczelnik Aresztu Śledczego, przedstawiciele prokuratury, dyrektorzy miejskich instytucji - w tym wielu szkół i przedszkoli. - Komendant Bieńkowski nim przyszedł do Bytomia, był komendantem policji w Mysłowicach - wspomina osoba, pamiętająca początki stowarzyszenia. - Tam pewien zegarmistrz założył stowarzyszenie Bezpieczne Miasto Mysłowice, które wśród statutowych celów miało m.in. współpracę z policją. Bieńkowski uznał, że podobne stowarzyszenie można założyć także w Bytomiu i przekonał do tego pomysłu prezydenta Wójcika.
Tak naprawdę stowarzyszenie w Bytomiu działo tylko przez trzy pierwsze lata swojego istnienia. Zorganizowało m.in. kurs samoobrony dla kobiet, wyścigi rowerowe i hulajnogowe dla dzieci.
Współuczestniczyło także w akcjach organizowanych przez Urząd Miejski, policję oraz Centrum Pomocy Osobom Uzależnionym od Alkoholu i Ich Rodzinom. Jednym z takich przedsięwzięć był konkurs plastyczny pod hasłem "Papieros, alkohol, narkotyk...tyk...tyk - koniec życia?". Widocznym znakiem istnienia stowarzyszenia w Bytomiu było wywieszenie jego baneru reklamowego. Usytuowano go na płocie vis à vis bramy aresztu śledczego. Czyż nie była to symboliczna lokalizacja?
Jednak energii do działań starczyło ledwie na 3 lata. Kolejne 7 lat istnienia stowarzyszenia było już raczej formalne. - Trudno stwierdzić, ile "Bezpieczne Miasto Bytom" miało członków, ponieważ niemal nikt nie płacił składek członkowskich, chociaż wynosiły one zaledwie 3 złote miesięcznie - mówi Adam Jakubiak, który był członkiem zarządu stowarzyszenia. - W ostatnich latach jakąkolwiek aktywność wykazywali już tylko członkowie zarządu. Dlatego postanowiliśmy rozwiązać stowarzyszenia. Po spełnieniu wymogów formalnych - na przełomie roku 2009 i 2010 "Bezpieczne Miasto Bytom" zostało wykreślone z Krajowego Rejestru Sądowego. Jakubiak dodaje, że nie sposób było działać, jeśli do dyspozycji było tylko pięć osób, tworzących zarząd. - W czasie pierwszych imprez dla dzieci poświęcałem swój czas, angażowałem własny prywatny samochód - mówi Jakubiak. - Ale jak długo można, skoro inni członkowie zupełnie zaprzestali jakiejkolwiek aktywności w organizacji?
Przypadek "Bezpiecznego Miasta Bytom" to przykład, że nic nie wyjdzie z przedsięwzięcia społecznego, w którym miejsce obywatelskiego zapału i inicjatywy zastępuje urzędniczy "prikaz" zwierzchnika. W Mysłowicach podobne stowarzyszenie działało sprawnie, bo założył je zegarmistrz. W Bytomiu próbowali odgórnie zorganizować je prezydent miasta i komendant policji. Komendant wkrótce awansował na stanowisko na drugim końcu Polski i przestał pracować w Bytomiu. Nakaz prezydenta zdołał zgromadzić na zebraniu założycielskim kilkudziesięciu dyrektorów miejskich placówek. Ale nie zdołał już ich przekonać do społecznej pracy w organizacji, dla której tak naprawdę nie mieli ani czasu, ani serca.
(m) Powrót
|
|
|
ARCHIWUM NEWSÓW |
 |
|
|
|
NASZE AKCJE |
 |
|
|
|