piątek, 03 września 2010
  ARTYKUŁ   
Bóg poradzi godać

Modlitwa po śląsku. Ksiądz Joachim Zok jeździ po parafiach i wygłasza kazania w języku śląskim. – Ludzie chcą, żeby właśnie tak do nich mówić. Nie tylko o błahych sprawach, ale także o tych najpoważniejszych, związanych z sensem życia i Bogiem – przekonuje.

Ksiądz Zok pochodzi z Olesna. Jest rektorem Zakonu Werbistów, mającego swą siedzibę na bytomskim Wzgórzu Małgorzatki. Nie lubi opuszczać tego miejsca, wyjeżdżać poza ukochany Górny Śląsk. Pewnie także dlatego, że sporą część życia spędził w rozjazdach, odwiedzając wiele krajów. Przez 20 lat jako misjonarz nawracał i nauczał członków plemienia Aschanti, żyjącego w Ghanie. Właśnie w Afryce zrozumiał to, co dziś stara się konsekwentnie realizować. – Codziennie opowiadałem miejscowym o Bogu, jego miłości do ludzi i poświęceniu dla nich. Posługiwałem się językiem angielskim, bo wydawało mi się, że tak będzie najłatwiej, tak mnie zresztą uczono. Po czasie zrozumiałem, jak bardzo się myliłem. Dopiero kiedy zacząłem używać języka plemienia Aschanti, udało mi się w pełni dotrzeć do tych ludzi. Oni mnie nareszcie świetnie rozumieli, bo wykorzystywałem znane i bliskie im słowa oraz pojęcia. To był przełom w nauczaniu.
   Po powrocie na Górny Śląsk ksiądz Joachim Zok postanowił i tu stosować nietypowy sposób ewangelizacji. – Zdecydowałem, że kiedy tylko się da, będę rozmawiał z wiernymi w języku śląskim. Słowo „język” ma dla księdza Zoka wielkie znaczenie: – Śląski jest właśnie językiem, a nie – jak chcieliby niektórzy – jedynie gwarą – podkreśla. – Dla wielu osób to mowa bliska sercu. Używają jej na co dzień w domach, sklepach czy na ulicy. Dlaczego zatem w kościele, który zajmuje tak ważną pozycję w ich życiu, mieliby posługiwać się innym językiem? Dlaczego mają kogoś udawać. Przecież ich przodkowie modlili się do Boga po śląsku i byli wysłuchiwani. Bóg doskonale potrafił ich zrozumieć, kiedy godali zamiast mówić. Ksiądz Zok odwiedza różne parafie i wygłasza kazania po śląsku. – Jadę tam, gdzie mnie zaproszą. Nie pcham się na siłę i nie odwiedzam parafii poza Górnym Śląskiem. Do Warszawy bym nie jechał, bo to nie ma sensu – wyjaśnia. Zaproszenia zawsze wychodzą oddolnie od wiernych. To oni dają znać swojemu proboszczowi, że chcieliby usłyszeć śląski w swoim kościele, a ten kontaktuje się z bytomskim werbistą. Regularnie śląskie msze są odprawiane w kościele w Mysłowicach. Wierni za każdym razem stawiają się tłumnie. – Kiedy zaczynam kazanie, widzę kompletne zaskoczenie na twarzach wielu niezorientowanych ludzi. Bywa, że po pierwszym zdaniu w kościele robi się całkowicie cicho. A potem wielu mi dziękuje, bo doczekali się czegoś niesamowitego, czegoś, na co często czekali całe życie: o Bogu mówi się do nich po śląsku.
   Co ciekawe, nie wszyscy księża akceptują taki typ ewangelizacji. – Pytają mnie, czy przemyślałem to, co robię, a jak ich zachęcam do pójścia w moje ślady, to udają, że nie potrafią mówić po śląsku. Tymczasem akcent ich zdradza. Trzeba sobie zadać pytanie: wierni są gotowi na język śląski w religii, ale czy kościół jest na to gotowy? – zastanawia się ksiądz Joachim Zok. Oprócz niego w głoszeniu kazań po śląsku specjalizuje się inny werbista z naszego miasta, ksiądz Arkadiusz Sitko. Ostatnio do wiernych przemówiła w ten sposób siostra księdza Zoka, Dorota, która jest zakonnicą. – Na słowie mówiony nie zamierzamy skończyć. Myślimy o opracowaniu śląskich wersji modlitw oraz mszału. Zajmują się już tym naukowcy będący miłośnikami naszego regionalnego języka. Kaszubi mają już to za sobą. My nie możemy być gorsi – twierdzi ksiądz. Dodaje też: – Zależy mi na tym, żeby pokazać, iż śląski to nie tylko język nadający się do opowiadania głupich wiców, ale piękna, mająca ogromne tradycje, bogata w niepowtarzalne słownictwo mowa, pozwalająca na pełne wyrażenie siebie. Ja na przykład potrafię przekazać to, co czuję wyłącznie po śląsku. Inne języki, a znam ich kilka, nie dają mi takiej możliwości. Nie ma w nich takich niuansów, takiej mocy.
   Kultywowanie regionalnej mowy może, według księdza Zoka, odmienić niedobry dziś wizerunek Górnego Śląska w Polsce: – Utrwalany przez warszawskie media, ale niestety także przez niemądre śląskie kabarety stereotyp jest taki: śląska rodzina to zajadający krupnioka górnik w czaku z piórami na głowie i jego gruba żona. Siedzą razem w kuchni i śpiewają głupie piosenki. Mówią jakimś dziwnym slangiem, w ogóle można ich pokazać jak jakieś śmieszne dziwadła, jak Indian obwożonych w klatkach. To krzywdzące. Przecież my się nie mamy czego wstydzić, mamy wspaniałą kulturę, której piękna mowa jest najlepszym elementem – podsumowuje ksiądz Zok.  
   

TOMASZ NOWAK

Powrót


 
wpisz słowo
lub wyrażenie
szukanie zaawansowane
  ARCHIWUM NEWSÓW   
ŻYCIE MIASTA
Módlmy się za ofiary katastrofy


ŻYCIE MIASTA
UWAGA! Kolejny numer "Życia Bytomskiego" ukaże się we wtorek, 6 kwietnia
Jednocześnie informujemy, że w Wielki Piątek, nasze biuro ogłoszeń będzie czynne do godziny 12.

ŻYCIE MIASTA
Czad zabił dwie osoby
Niesprawny piec. Dwoje lokatorów domu przy ulicy Rodziewiczówny w starej części Rozbarku śmiertelnie zatruło się tlenkiem węgla. W minioną niedzielę n...

ŻYCIE MIASTA
Godziny pracy
Szanowni Czytelnicy i Ogłoszeniodawcy! Pierwszy w nowym roku numer "Życia Bytomskiego" ukaże się 4 stycznia. 22, 23 grudnia redakcja i biuro og...

ŻYCIE MIASTA
Szanowni Ogłoszeniodawcy!
Informujemy, że w piątek, 14 sierpnia nasze biuro ogłoszeń będzie czynne do godz. 12.00.

Pokaż wszystkie newsy archiwalne...
  NASZE AKCJE   
Panteon bytomski
Cykl artykułów o ludziach, którzy na przestrzeni wieków zasłużyli się dla Bytomia.

Alfabet bytomski Marcina Hałasia
Ukazywał się na łamach Życia Bytomskiego od czerwca do grudnia 2002r.

Odnawiamy cmentarz
Cykl artykułów poświęconych odnowie cmentarza bytomskiego.

     
© Życie Bytomskie 2005 projekt i realizacja: Frodo